Wostan
Do przyjaciół Apologetów (nieśmiały głos zza kotary)
A ja was proszę o modlitwę
zwyczajną taką, niepoprawną czasem
jak dziecięce spojrzenie bezczelne w zachwycie
sznur latawców puszczonych do słońca
i trawa, wciąż nieuczesana
zielona na przekór wszystkim
o chwilę proszę…
Nie, nie odkładajcie słów!
jeszcze jest wielu głodnych i w rozpaczy
ten jeden oddech Mu wystarczy
On przecież umie mieszkać w odrobinie
i źdźbła zapalić jak żywe pochodnie
by w was i przez was odnaleźć, w świecie to co ginie.