Mateusz Żmud
Modlitwa
Przykucnąłeś
w swojej świata orzechowej skorupce
małej, potężnie cichej,
w wyblakło skrywanym
azylu nicości.
Składasz swe dłonie wiernie
ze splecionymi jak bluszcz palcami
wokół zimnego granitu łaknienia.
I płynie potok rwących psalmów
zawracanych kijem tolerancji.
Twe oczy żarzą się blaskiem
latarni transcendentnej,
bo skrzydlate słowa modlitwy
przez szpary ludzkiego „nie umiem”
płyną do Boga jak woń kadzideł.
I choć wiszą nagą łzą szeptów
na twojej warg pustyni,
młode jeszcze, niczym ziarno zielone,
to w pamięci Stwórcy szumią już zbożem złocistym.